piątek, 2 listopada 2018

Pożegnania i Powroty

.
Stawiam właśnie kropkę do kolejnego rozdziału.

Za kilka godzin zapakuję się w autobus i potem w samolot. Pomacham łapką na dowidzenia Kornwalii.
Mojej pięknej czarodziejskiej nadmorskiej krainie. Gdzie od pierwszego poranka czułam się jak u siebie w domu. Gdzie pierwszy wschód słonca opromienił  górujący nad okolicą klif Dodman, jednocześnie ukazując falujące w dole niewielkiej dolinki morze.
Morze w zasięgu wzroku!?


AAAAAAAAAA  przecierałam zaspane oczy nie wiedząc czy to  jawa czy jeszcze może sen .
Kilka kroków po krętej ukrytej w wysokich zboczach  drodze, głeboki oddech i swieże morskie powietrze wypełniły moje nozdrza, bryza osiadła na  okularach, a sól na ustach. Poczułam piasek pod stopami.
To nie sen!
To moja rzeczywistość.

A dalej było tylko lepiej.
Ukryte w malutkich zatoczkach rybackie wioski, Zaczarowany zamek kryjący sie za zachodnim wzgórzem. Pomykające po Dodmanie dzikie kucyki,  zaginione ogrody. Latarnia morska z dziecięcego niedzielnego programu, najlepsze brownie na świecie i  mój mały domek z palmą w ogrodzie, .. a wiesz? ja ta mogę długo!
Więc czemu ? Czemu pakuję manatki? Czemu skazuję się na tesknotę za kolejnym moim miejscem?


....Bo tęsknota za innym moim miejscem okazała się silniejsza.  Proste. ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz